Kiedy przestajesz czuć wszystko
Nie pamiętasz kiedy to się zaczęło.
Po prostu w pewnym momencie zauważasz, że nic cię nie cieszy. Nic nie smuci. Rzeczy które kiedyś miały znaczenie, teraz są gdzieś obok ciebie. Patrzysz na nie i czujesz... nic. Taką dziwną, płaską obojętność wobec wszystkiego.
To nie jest spokój. Choć na początku można to pomylić.
To jest odrętwienie.
I przyszło stąd, że przez długi czas, za każdym razem kiedy pojawiała się jakaś myśl której nie chciałeś mieć, albo emocja której nie chciałeś czuć, robiłeś jedną rzecz. Hamowałeś to. Czymkolwiek. Telefonem, muzyką, serialem, rozmową, pracą. Czymkolwiek co sprawiło że nie musiałeś z tym siedzieć.
I działało. Za każdym razem działało.
Tylko że te myśli nigdzie nie znikały. One są. Dopóki ich nie wyrzucisz z głowy, zostaną. Cały czas gdzieś w środku, cicho, pod spodem. I twój mózg, żeby je trzymać z dala od powierzchni, zużywa energię. Bez przerwy. I w końcu żeby przeżyć, zaczyna wygaszać wszystko.
Ni smutku. Ni radości. Tylko pustka.
Zauważyłeś kiedyś, że najlepiej myślisz pod prysznicem?
To nie przypadek. To jedyne miejsce gdzie nie masz czym zagłuszyć myśli. Nie możesz sięgnąć po telefon. Nie ma muzyki. Nie ma nic. I nagle te myśli które tłumiłeś przez cały dzień, wszystkie na raz, wypływają na powierzchnię.
Bo one tam były cały czas. Tylko nie miały jak wyjść.
I o to właśnie chodzi. Nie o to żeby czuć mniej. Tylko żeby wreszcie pozwolić temu wszystkiemu wyjść.
Jak to zrobić. Konkretnie.
Pisanie.
Siadasz i piszesz. Nie musisz wiedzieć co. Ja zawsze zaczynam od "nie wiem co napisać" i za każdym razem mam potem napisane tysiące znaków. Bo jak zaczynasz, to mózg zaczyna wyrzucać. I to nie chodzi tylko o to żeby przeżuć myśli, ale żeby zrozumieć skąd się biorą. Znaleźć odpowiedź jeśli istnieje. A jeśli nie, spróbować to zaakceptować i wyciągnąć z tego chociaż jeden wniosek. Bez tego siedzisz w kółko z tym samym.
Cisza.
Prawdziwa cisza. Muzyka bez słów, instrumentalna, spokojna, to nie jest zagłuszanie. To jest tło które pozwala myślom płynąć, a nie je blokuje. Różnica jest ogromna.
Rzeczy wymagające skupienia.
I tu jest coś nieoczywistego. Kiedy nie możesz się skupić, to właśnie oznacza że najbardziej tego potrzebujesz. Coś co wymaga całej twojej uwagi zmusza mózg do bycia tu i teraz, a nie błądzenia w pętli nieprzerobionych emocji.
Ruch.
Jakikolwiek. Spacer, trening, cokolwiek. Ciało i głowa są połączone bardziej niż myślisz i ruch dosłownie pomaga mózgowi przetwarzać to co utknęło.
Sen.
I tu jest coś ważnego. Dzisiaj potrzebujemy go więcej niż kiedykolwiek, nie dlatego że jesteśmy słabsi, ale dlatego że przetwarzamy nieporównywalnie więcej bodźców. Każda rolka którą przewinąłeś, każdy film, każde powiadomienie jest przez mózg w jakiś sposób przetwarzana. Podczas snu mózg segreguje informacje, zachowuje to co ważne i pozbywa się reszty. Jeśli dostarczasz mu za dużo i nie dajesz czasu na przetworzenie, nic dziwnego że potem masz trzy myśli jednocześnie i nie możesz wyłączyć głowy.
Uważne jedzenie.
Dawniej samo jedzenie było wystarczającym doświadczeniem. Teraz włączamy YouTube bo samo jedzenie nas nudzi. To drobiazg, ale symptomatyczny. Każdy moment w którym pozwalasz sobie być tylko z tym co robisz, bez dodatkowego bodźca, to trening obecności.
I ostatnia rzecz, którą warto zrozumieć.
Nie chodzi o to żeby odciąć się od wszystkiego całkowicie. Chodzi o świadomość. Oglądanie YouTube to nie to samo co scrollowanie TikToka godzinę. Słuchanie muzyki to nie to samo co włączanie czegoś żeby nie musieć myśleć. Różnica jest w tym po co to robisz.
Używasz tego żeby odpocząć, czy żeby uciec?
Bo jeśli uciekasz, to gdzieś zostawiasz siebie. I im dłużej to robisz, tym trudniej wrócić.
A kiedy już zaczniesz wracać, nie oczekuj że będzie szybko. Długo w to wpadałeś. To trwa. I to jest w porządku.
Jeśli to co tu piszę ma dla ciebie sens, zapisz się na newsletter. Co jakiś czas wysyłam swoje refleksje, a na start dostajesz paczkę narzędzi i rzeczy które sam używam.
