Gdzie ja właściwie jestem?
Masz czasem tak, że w losowym momencie uderza Cię myśl: „Co ja właściwie robię ze swoim życiem?”. Może właśnie przeglądasz telefon, scrollujesz rolki i nagle czujesz taki dziwny ucisk. Takie poczucie, że powinieneś już coś wiedzieć. Że powinieneś mieć jakiś plan, wybraną drogę, pasję i wiedzieć dokładnie, kim chcesz być.
Mam tak bardzo często. I powiem Ci, że gdybyś zapytał większość ludzi, czym najbardziej się stresują i co ich najbardziej przytłacza, to usłyszysz właśnie to: że nie mają pojęcia, co robią ze swoim życiem.
Ja też nie mam pojęcia. Może Ci się wydawać, że inni mają to obcykane, ale tak naprawdę każdy, kogo widzisz, po prostu improwizuje. Ludzie udają, że wiedzą, co robią, bo tak jest bezpieczniej. Ale prawda jest taka, że każdy z nas jest tu po raz pierwszy. Nikt nie wie dokładnie, po co tu jest, ani nie dostał żadnej instrukcji obsługi życia.
Nie jesteś nic winien tamtej wersji siebie
Często najbardziej boli nas to, że nie jesteśmy tacy, jakich sobie wymyśliliśmy parę lat temu. „Miałem być kimś innym”, „miałem mieć to i tamto”. Sam przez to przechodziłem nieraz i dzięki temu zrozumiałem jedno: nie jesteś nic winien młodszej wersji siebie. Tamten dzieciak, którym byłeś, nie miał pojęcia o życiu, które masz teraz, i o tym, co Cię po drodze spotkało. Jesteś winien coś tylko jednej osobie: temu człowiekowi, którym jesteś teraz. Jeśli dzisiaj nie chcesz już tego, co wydawało Ci się zajebiste lata temu – odpuść to. Nie masz obowiązku żyć według starego scenariusza. Często czujemy się zgubieni tylko dlatego, że stare marzenia już nas nie jarają, a boimy się przyznać przed sobą, że kręci nas coś zupełnie innego.
Marzenia to kompas, a nie meta
Większość ludzi patrzy na marzenia jak na konkretny cel albo przedmioty. „Jak będę miał to, będę szczęśliwy”. „Jak będę miał tyle na koncie, to będę spokojny”. Fajnie jest mieć lepszy komfort życia, ale same rzeczy nie dają szczęścia na długo. Szybko się do nich przyzwyczaisz i zaraz pojawią się nowe problemy. To tak po prostu działa.
Dla mnie marzenia to kierunek, a nie cel. Jeśli chcesz w życiu robić to, co kochasz (i na przykład z tego zarabiać), to jest Twój kierunek. I nawet jeśli 10 razy zmienisz zdanie co do tego, co to dokładnie jest, to dopóki idziesz w tę stronę – w stronę zarabiania na tym, co sprawia Ci frajdę – jest okej. Kierunek musi być elastyczny. Jeśli Twoje szczęście zależy od jednego, konkretnego wyniku, to jeden błąd Cię zniszczy. Ale jeśli bawisz się samą drogą, to nic Cię nie zatrzyma.
Doświadczać, a nie tylko osiągać
Dyscyplina i ciężka praca? Jasne, bez tego nic nie zbudujesz. Ale jeśli cały Twój dzień to tylko zmuszanie się do rzeczy, których nienawidzisz, żeby kiedyś tam „coś osiągnąć” – to po prostu marnujesz życie.
Trzeba się tym bawić. Życie to nie jest lista zadań do odhaczenia przed jego końcem. Tak naprawdę jedyny pewny punkt, do którego to wszystko dąży, to śmierć. Więc po drodze wypadałoby po prostu doświadczać. Nawet to, że teraz siedzisz, kminisz co ze sobą zrobić i czytasz to moje "Mądree gadanie" to też jest doświadczenie. Wejście na szczyt góry jest fajne, ale trwa chwilę. Cała reszta to wspinaczka. Jeśli nienawidzisz wspinaczki, to widok na szczycie wcale Cię nie uleczy.
Twoja droga nie istnieje (jeszcze)
Mamy taką wizję, że życie to gotowa ścieżka, którą trzeba tylko „znaleźć”. A jest dokładnie odwrotnie. Jedyna droga, jaką masz, to ta, którą już przeszedłeś. Ona jest za Twoimi plecami, wydeptana przez Twoje błędy i to, co Ci wyszło.
Przed Tobą nie ma kompletnie żadnego gotowca. To Ty wydeptujesz tę drogę każdym kolejnym dniem. To może przerażać, ale to też oznacza, że możesz iść gdziekolwiek. Nie musisz wiedzieć, kim będziesz za 10 lat. Musisz tylko wiedzieć, jaki jest Twój następny, najmniejszy krok i jak go wykonać.
Co z tym zrobisz?
Obniż poprzeczkę. Przestań się dojeżdżać za to, że „nie ogarniasz”. Nikt nie ogarnia. Przestań się też porównywać do innych. To nie ma sensu – to tak, jakbyś kłócił się, czy lepszy jest kolor zielony, czy niebieski. To po prostu dwa inne kolory. Porównywanie się w najlepszym wypadku sprawi, że poczujesz się samolubnie lepiej, a w najgorszym nic Ci nie da, bo zawsze znajdzie się ktoś lepszy w jednej rzeczy, a gorszy w drugiej.
Zdefiniowanie problemu to połowa sukcesu. Jeśli nazwiesz to, co Cię boli i gdzie teraz jesteś, to tak, jakbyś w końcu spojrzał na mapę. Już samo to sprawia, że łatwiej się oddycha.
Dlatego przygotowałem dla Ciebie 50 pytań do refleksji. To nie są nudne teksty. To narzędzie, które pomogło mi ogarnąć, gdzie stoję i kim chcę się stać. Bo najważniejsze to budować swoją tożsamość – to, jaki jesteś w środku, a nie to, co masz na zewnątrz.
Przestań szukać drogi. Zacznij ją wydeptywać.
Poniżej masz link do pytań: 50 pytań do refleksji